Zanim w Polsce system leczenia respiratorem w warunkach domowych w ogóle zaczął funkcjonować, w krajach Europy Zachodniej, w których ta tradycja była o kilkadziesiąt lat dłuższa, systemy opieki nad chorymi zdążyły okrzepnąć i funkcjonowały całkiem sprawnie. W tej dziedzinie przodowały Francja Włochy i Dania. Było więc na kim się wzorować. Jak ten czas wspomina doktor Zbigniew Szkulmowski z Ośrodka Wentylacji Domowej w Bydgoszczy?

Francuski model domowej opieki nad chorymi korzystającymi z respiratorów w domach od podszewki zgłębiał doktor Zbigniew Szkulmowski. Swoją wiedzę i doświadczenia zbierał podczas stypendium naukowego, a potem pracy w jednym z tamtejszych szpitali.

Pracowałem w ośrodku, który był jednym z wiodących ośrodków zajmujących się wentylacją domową. Była to jedna z placówek, które rozpoczynały program opieki wentylacyjnej w domu pacjenta. Toteż doświadczenie w tym zakresie mieli ogromne – wspomina dr Zbigniew Szkulmowski.

Przeniesienie standardów opieki do polskich realiów

Naturalnie więc pojawiła się myśl, by tę samą opiekę rozpocząć również w polskich realiach.

Zabiegi, by to zorganizować, zaczęły się pod koniec lat 90. Zacząłem szukać ośrodka, który byłby w stanie pomóc. Musiał to być ośrodek, który miałby opiekę skierowaną na zewnątrz, a nie tak jak szpital – do środka. Zamysł był taki, by oprzeć się na jego strukturach i ewentualnie je rozwinąć – opowiada doktor Szkulmowski. Wybór padł na funkcjonujący w Bydgoszczy Dom Sue Ryder, który był wówczas hospicjum. Pomysłem udało się zarazić jego kierownictwo. Wówczas zaczęły się pierwsze prace nad opracowaniem systemu opieki, który pozwoliłby na zajmowanie się pacjentami przebywającymi w domach.  Takim, który równocześnie dawałby nad tymi działaniami pewną kontrolę i poczucie bezpieczeństwa pacjentom.

Pierwsze respiratory przyjechały z Francji prywatnymi samochodami

Opracowałem schemat opieki lekarskiej, pielęgniarskiej, fizjoterapeutycznej, dostosowany do warunków, które mamy w Polsce. Odmiennych niż w innych krajach Europy Zachodniej, gdzie z jednej strony opieka pielęgniarska jest bardziej dostępna i inne jest szkolenie podstawowe pielęgniarek, a po drugie opieka tam była bardziej dla pacjenta dostępna (w latach 90. – dop. red.). Pacjent miał prawo oczekiwać, że oprócz opieki wentylacyjnej, będzie miał zapewnioną całą opiekę, która jest mu potrzebna w leczeniu choroby podstawowej i nie tylko – przypomina doktor Szkulmowski.

To był jednak zaledwie początek żmudnej drogi do wprowadzenia w Polsce możliwości leczenia respiratorem w domu pacjenta. Drogi, usianej różnymi trudnościami i – co warto raz jeszcze podkreślić – pionierskiej. Gdyby ówczesnym pomysłom doktora Zbigniewa Szkulmowskiego naprzeciw nie wyszło wsparcie z Francji, wprowadzenie w Polsce domowej opieki wentylacyjnej mogłoby nie dojść do skutku, lub – w najlepszym wypadku – istotnie się opóźnić. – W momencie, gdy schemat postępowania został wymyślony, sprowadziłem z Francji – dzięki uprzejmości i ofiarności profesora z oddziału, w którym pracowałem – sprzęt. Aparatura była sprawna. Tam już po prostu nie była używana. Kilkukrotnie, prywatnymi samochodami, przywoziliśmy po kilka sztuk respiratorów. Potem organizowaliśmy kwestię otrzymania wszystkich zgód koniecznych, by tego sprzętu w ogóle używać w Polsce – opowiada dr Zbigniew Szkulmowski.

Gdy gotowa była cała podbudowa przedsięwzięcia: schematy postępowania i sprzęt, przyszedł czas na znalezienie i zakwalifikowanie do leczenia domowego kilku pierwszych pacjentów. Początkowo, o finansowaniu terapii z pieniędzy publicznych nie było mowy.

Pierwszych pacjentów – na zasadzie wolontariatu – leczyłem przez ponad rok – wspomina doktor Szkulmowski.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Cię zainteresował, to bądź na bieżąco i dołącz do grona obserwujących nasze profile społecznościowe. Obserwuj Facebook, Obserwuj Instagram.