O tym, jak prosty pomysł jednego z kopenhaskich lekarzy zmienił podejście do wentylowania chorych, opowiada bydgoski anestezjolog doktor Waldemar Cyrankiewicz. Droga respiratorów ze szpitali do domów chorych była długa.

Między opieką paliatywną a intensywną terapią

Jak umiejscowić wentylację domową w medycynie? – Jest to dziedzina pomiędzy intensywną terapią – z racji stosowania respiratorów, a medycyną paliatywną – z racji problemów, którymi się zajmujemy. To coś, co nie jest do końca intensywną terapią, a jest opieką długoterminową. Nawiązuje do medycyny paliatywnej. Jest jednak czymś ponad nią, z uwagi na zaawansowanie technologiczne przyrządów – uważa doktor Waldemar Cyrankiewicz, anestezjolog, dyrektor ds. medycznych bydgoskiego Ośrodka Wentylacji Domowej.

Od pierwszego respiratora używającego do pracy dodatniego ciśnienia do momentu, gdy urządzenia zaczęły trafiać pod przysłowiowe strzechy, upłynęły całe lata.

Genialny pomysł dr. Ibsena

W Europie rozwój leczenia respiratorem był wynikiem epidemii polio w latach 50. – W tym czasie w Kopenhadze było tylko 8 “żelaznych płuc”, a chorych było około 3000. Z tego jakieś 10 procent wymagało wspomagania oddechowego. Daje to około 300 chorych – wylicza doktor Waldemar Cyrankiewicz. Za sprawą doktora Bjorna Ibsena (1915-2007) pracującego w Kopenhadze, narodził się pomysł, by wentylować tych pacjentów za pomocą urządzenia podobnego do worka AMBU. –Ibsen doszedł do następujących wniosków. Podczas krótkotrwałego zabiegu operacyjnego znieczula się pacjentów poprzez podanie leku zwiotczającego. Powoduje on paraliż mięśni. Również tych oddechowych. Dochodzi czasowo do sytuacji podobnej jak w polio. Następnie wprowadza się rurkę intubacyjną i wentyluje pacjenta urządzeniem podobnym do worka AMBU. I takiego człowieka można w ten sposób utrzymać przy życiu. Oznacza to więc, że można tę metodę zastosować również wobec pacjentów z polio, którzy tego wymagają.

Pomysł okazał się skuteczny.

Wszystkich pacjentów intubowano, potem wytwarzano im tracheostomię i wykorzystywano różnych ludzi, np. studentów medycyny, pielęgniarki do tego, żeby przez kilkanaście dni, kilkadziesiąt dni, kilka tygodni wentylowali chorego. Tak by się to zakończyło, ale w tym czasie trwały prace nad tym, żeby worek oddechowy stał się bardziej mechaniczny – tłumaczy doktor Waldemar Cyrankiewicz.

Carl Gunnar Engström – twórca modelu 150

W 1955 roku dokonał tego Carl Gunnar Engström. – Opracował model respiratora , który był rozwinięciem idei worka AMBU. Wyposażono go w napęd sprężający powietrze w worku oddechowym. Miał system programowania i podawania gazów oddechowych. Tak zwany model 150 był produkowany w zasadzie w niezmienionej formie w latach 1955-1970. Osobiście pamiętam takie respiratory w polskich szpitalach – w latach 80. – opowiada doktor Waldemar Cyrankiewicz.

Ze szpitala do domu

Zatem rozwój współczesnej terapii respiratorem był możliwy dzięki spotkaniu się w czasie dwóch genialnych pomysłów. Pierwszy to koncepcja unowocześnienia worka AMBU. Drugi – traktowanie pacjentów po polio jak tych znieczulanych do zabiegów operacyjnych. To zmieniło podejście do wentylacji mechanicznej.  Ujemne ciśnienia (“żelazne płuca”) zastąpiono dodatnimi. Zaczęto wtłaczać powietrze pod pewnym ciśnieniem do dróg oddechowych chorego.

Stworzone przez Carla Gunnara Engströma urządzenie było jednak bardzo duże – nie dało się go wstawić do domu. Poza tym, wymagało zasilania w gazy oddechowe, co można było realizować tylko w warunkach szpitalnych. W związku z tym, rozwój respiratorów domowych szedł w nieco innym kierunku.

Chodziło o to, żeby one były mobilne. Miały niezależne zasilanie, były stosunkowo proste w obsłudze, ale by można było generować na nich różne tryby oddechowe. Technologia medyczna umożliwiła rozwój idei – powstania oddziałów intensywnej terapii i wentylacji mechanicznej, a z drugiej strony pozwoliła na wyprowadzenie mechanicznej wentylacji poza szpital. I tak naprawdę rozwój wentylacji mechanicznej w Europie szedł kilkoma torami. Do 1952 – byli to pierwsi wentylowani “żelaznymi płucami”, w latach 1960-1990 – była to epoka polio, postpolio i chorób nerwowo-mięśniowych. Po 1990 roku schorzeń ze wskazaniami do wentylacji długoterminowej zaczęło być coraz więcej – podsumowuje doktor Waldemar Cyrankiewicz.

Oddech dla dziesiątek tysięcy chorych

Ilu chorych w Europie jest wentylowanych za pomocą respiratorów aktualnie? Rzetelnych danych na ten temat brakuje. Szacunki mówią jednak o około 50-60 tys. pacjentów z różnego rodzaju patologiami oddechowymi. Część z nich jest wentylowana za pośrednictwem masek, część przeszła zabieg tracheostomii.

W tym momencie najwięcej pacjentów wentyluje się we Francji i Niemczech, Holandii, Szwecji. W każdym z tych krajów system opieki wygląda nieco inaczej. Np. Duńczycy mają kraj podzielony na część północną i południową i dwa duże ośrodki , które zajmują się wentylacją. We Francji ośrodków jest więcej i są mniejsze. Średnia wielkość ośrodka to od kilkudziesięciu do kilkuset pacjentów. W Polsce liczbę pacjentów wentylowanych w domach szacuje się na ponad 4 tys. osób.

 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Cię zainteresował, to bądź na bieżąco i dołącz do grona obserwujących nasze profile społecznościowe. Obserwuj Facebook, Obserwuj Instagram.