Metalowa tuba, z której wystawała tylko głowa leżącego w niej człowieka. Tak właśnie wyglądał pierwszy, skonstruowany pod koniec lat 20. XX wieku w Stanach Zjednoczonych respirator. Pomagał oddychać osobom, u których z powodu powikłań po polio mięśnie oddechowe przestały spełniać swoją funkcję.

Potrzeba matką wynalazku

Pierwszy respirator, choć działający na nieco innej zasadzie niż współczesne urządzenia, powstał po wielkiej epidemii polio, która nawiedziła Stany Zjednoczone w latach 20. XX wieku. Urządzenie naśladujące oddech własny człowieka opatentował w 1928 roku Philip Drinker.

Jego “żelazne płuca” przypominały dużą, metalową skrzynię zamykaną na klapę. Pacjenta umieszczało się w środku. Na zewnątrz wystawała mu tylko głowa. Szczelność aparatu zapewniały gumowe uszczelki przylegające ściśle do szyi pacjenta. Zmieniając ciśnienie wewnątrz urządzenia, powodowano wymuszone podnoszenie lub ściskanie klatki piersiowej.

Żelazne płuca” skonstruował na dachu pracowni, wykorzystując części między innymi odkurzaczy. Była to de facto metalowa tuleja, w którą wkładało się człowieka. Urządzenie było wyposażone w tłok działający jak wielka strzykawka. Wytwarzał on podciśnienie i ujemne ciśnienia w drogach oddechowych. Dzięki temu, naśladował własny oddech pacjenta. Powodował powiększenie klatki piersiowej na zasadzie “zassania” – tłumaczy zasadę działania “żelaznych płuc” doktor Waldemar Cyrankiewicz, bydgoski anestezjolog.

Użytkowanie “żelaznych płuc”, choć bezsprzecznie ratowały życie, nastręczało pewnych trudności. Choćby z uwagi na wymiary. „Żelazne płuca” miały wielkość człowieka. Ponadto, każda utrata ich szczelności powodowała, że ujemne ciśnienie, które generowały, trzeba było wytwarzać od początku. „Żelazne płuca”  wyposażono w swego rodzaju porty umożliwiające pielęgnację leżącego w nich chorego. By leżący w nich człowiek mógł orientować się, co się dzieje wokół niego, instalowano lusterka, które to umożliwiały.

Powstawały całe oddziały „żelaznych płuc”

Z czasem te urządzenia były coraz bardziej skomplikowane, budowano np. wieloosobowe żelazne płuca, potem zaczęto je gromadzić we wspólnych przestrzeniach tak, by łatwiej zajmować się pacjentami. To rozwiązanie powodowało, że personel był bardziej wykwalifikowany. W zasadzie te oddziały patologii oddechowej były pierwowzorami oddziałów intensywnej terapii. Działo się to w latach 30. i 40. XX wieku w Stanach Zjednoczonych – opowiada historię “żelaznych płuc” doktor Waldemar Cyrankiewicz.

Przetrwały do XXI wieku

Ludzie użytkujący “żelazne płuca” prowadzili – na miarę możliwości – normalne życie rodzinne. – Mamy zdjęcia urządzenia, którego używano do 2003 roku. Niektórzy nie chcieli się przestawiać na respiratory operujące dodatnimi ciśnieniami, ponieważ wiązało się to z tracheostomią, a oni tego po prostu nie chcieli – wyjaśnia dr Waldemar Cyrankiewicz.

Zresztą, jak twierdzą internetowe źródła, choćby Wikipedia, po dziś dzień w Stanach Zjednoczonych żyją chorzy, korzystający z tej formy wspomagania oddechu.