Stres jest nieodłącznym elementem życia, jednak  funkcjonowanie w realiach choroby przewlekłej powoduje, że mamy więcej powodów do nerwów i więcej wyzwań do  pokonania. Jak najczęściej próbujemy go okiełznać?

Stres w chorobie przewlekłej – skąd się bierze?

Osoba z diagnozą choroby, szczególnie przewlekłej, co do której istnieje duże prawdopodobieństwo, że objawy będą narastać w czasie, staje się bardziej czujna. Każde odstępstwo od normy, każdą najdrobniejszą anomalię dotychczasowego funkcjonowania organizmu rozpatruje w kontekście choroby.Np. zastanawia się czy ból głowy to zwykłe niewyspanie czy kolejny obaw choroby, czy zmęczenie to wynik przetrenowania – czy wynika z postępującej choroby. Taka czujność generuje napięcia i obawy.

Dodatkowo, stres powodują także wszystkie działania związane z zarządzaniem chorobą, takie jak: koordynacja leczenia, dbanie o wizyty u specjalistów, sprostanie leczeniu, rehabilitacji, tempu życia codziennego. To bywa trudne.

Dzieciństwo a radzenie sobie ze stresem

W takim koktajlu często trudnych emocji i napięć trudno funkcjonować, dlatego każdy człowiek już od  dzieciństwa uczy się, jak niwelować stres, jak redukować jego objawy, w jaki sposób ustawiać się wobec sytuacji stresowych, aby odczuwanie go stawało się jak najmniej dotkliwe. Psychologowie wyróżniają trzy podstawowe strategie redukowania stresu.

Żadna z nich nie jest bezpośrednio związana z chorobą, ale każda w pewien sposób determinuje to, jak odbieramy wyzwania, które niesie ze sobą. Warto znać te mechanizmy, ponieważ na dłuższą metę podążanie wyznaczonymi przez nie ścieżkami nie zawsze działa na naszą korzyść.

Ukierunkowanie na emocje

Niektóre osoby wobec sytuacji trudnych, kryzysowych stresowych nauczyły się reagować, koncentrując się na emocjach. Wiele mówią o emocjach, opowiadają o tym jak się czują. Przez to nakręcają się do jeszcze silniejszych odczuć. Na ogół takie osoby wylewnie opowiadają o problemach i swoich uczuciach innym. To przynosi im czasową ulgę, pozwala rozładować bagaż emocji. Długofalowo ta strategia może się jednak okazać niedostatecznie efektywna. Dlaczego? Ponieważ mówienie o problemie nie idzie w parze z realnym działaniem, zmierzającym do poprawy sytuacji.

Chowanie głowy w piasek

Są ludzie którzy postępują dokładnie odwrotnie. Uczą się nie mówić o trudnych sprawach, spychać problemy na bliżej niesprecyzowane jutro. Nie mówią o problemach, udają że ich nie ma. Często ta strategia powoduje, że odpowiedzialność za różne rzeczy spychają na innych, okoliczności, chorobę, choć to niekoniecznie musi być prawda. Droga niedostrzegania problemów wiedzie wprost do takiego ich nawarstwienia, z którym trudno sobie poradzić.

Postawa proaktywna

Specjaliści wyróżniają także trzecią postawę. I tę warto w sobie ćwiczyć. Na czym polega przyjmowanie postawy proaktywnej wobec choroby przewlekłej? W największym skrócie – na poszukiwaniu realnych rozwiązań. Osoby proaktywne również mają kryzysy, również potrzebują się czasami wypłakać lub potrzebują czasu na oswojenie się z nowymi realiami. Również mogą na początku nie przyjmować czegoś do wiadomości. Ale zawsze przychodzi moment, gdy zaczynają zmierzać do poszukiwania rozwiązań. A jeśli rozwiązanie jakiegoś problemu znajduje się poza ich zasięgiem – nie wahają się prosić o pomoc. Takie osoby wiele czytają, pytają, zdobywają wiedzę.

Dzięki temu zyskują kompetencje, aby stać się menadżerami choroby i zarządzać nią w taki sposób, aby godzić się z tym, czego nie da się zmieniać, ale walczyć o to, o co w chorobie przewlekłej można zorganizować. Ponadto, osoby proaktywne wiedzą, kiedy potrzebują pomocy z zewnątrz i potrafią o nią poprosić. Wiedzą bowiem, że są takie sytuacje, w których pomoc osoby trzeciej to jedyny środek wiodący do ich celu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Cię zainteresował, to bądź na bieżąco i dołącz do grona obserwujących nasze profile społecznościowe. Obserwuj Facebook, Obserwuj Instagram.