Grzegorz Płonka jest kompozytorem, pianistą, w ubiegłym roku ukazała  się jego płyta pt. “Słyszę światło księżyca”. Przez kilkanaście lat wszyscy myśleli, że jest autystykiem. Dopiero gdy miał 14 lat okazało się, że jest dotknięty głębokim niedosłuchem, a rozpoznanie autyzmu z dzieciństwa było błędne. 

Historia Grzegorza Płonki mogłaby posłużyć za inspirację do hitowej hollywoodzkiej produkcji. Filmu o człowieku, w którego życiorysie skupiło się wiele walki, niezrozumienia, trudnych momentów. Byłaby to jednak także historia człowieka o niespotykanym talencie i uporze do jego szlifowania.

2 punkty w skali Apgar

Grzegorz urodził się jako wcześniak. Był obarczony szeregiem wad wrodzonych. Między innymi nadwrażliwością na dotyk, oczopląsem. Jako dziecko nie lubił bliskości, przytulania. Nie zwracał uwagi, gdy ktoś do niego mówił. Między innymi na tej podstawie zdiagnozowano u niego autyzm. Rodzice podejrzewali dodatkowo, że chłopiec źle słyszy, ale lekarz to wykluczył. Dodatkowo psycholog w ośrodku dla osób upośledzonych na Kamieńcu w Zakopanem uznała go za “umiarkowanie upośledzonego”.  Badania powtarzały się co jakiś czas.

Nie autyzm a niedosłuch

W końcu, w 2002 roku, gdy Grzegorz miał 14 lat, a więc był już dość zaawansowanym nastolatkiem, trafił na badania w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie. Wyszedł wówczas na jaw jego głęboki niedosłuch, który poddał w wątpliwość wcześniejsze diagnozy.

Wyposażenie go w aparat słuchowy i ponowne badania wykazały, że jego upośledzenie jest na tyle lekkie, że mógłby chodzić do normalnej szkoły. Okazało się również, że nie jest autystykiem.

Skala zaległości będących pokłosiem wcześniejszych błędnych diagnoz była olbrzymia. I nie do nadgonienia. Dlatego Grzegorz Płonka nie mógł wrócić do szkoły.  Oprócz wiedzy ogólnej, brakowało mu pewnych umiejętności społecznych czy komunikacyjnych.  A także biegłości w mowie czy umiejętności sprawnego posługiwania się gramatyką.

Poważne zmiany w życiu Grzegorza

– W wieku 14 lat dostałem aparaty słuchowe. Operacyjnie zlikwidowano mi oczopląs. Parę lat później wszczepiono mi jeszcze implant do ucha. Po raz pierwszy usłyszałem śpiew ptaków w naszym lesie. Nie da się opisać, co czułem. Zrozumiałem, że całe dzieciństwo spędziłem z dala od tego, co w życiu najpiękniejsze. Gdy po raz pierwszy usłyszałem Beethovena, to cały w środku drżałem. Miałem kilkanaście lat. Zasypiałem i budziłem się ze słuchawkami na uszach. Znałem każdy dźwięk “Sonaty Księżycowej” i “Patetycznej”. Beethoven jest surowy, dynamiczny. Nikogo nie obchodzi, że miał problemy ze słuchem, bo był geniuszem – opowiadał Grzegorz w reportażu Gazety Wyborczej, którego był bohaterem.

Wraz z odzyskanym słuchem, dla Grzegorza otworzyło się wiele nowych, nieznanych dotąd możliwości: nauki, rozwoju, doświadczania. Musiał się zmierzyć nie tylko z zaległościami, które wynikały z błędnej diagnozy postawionej w dzieciństwie, ale również z opieszałością, niechciejstwem, systemowym brakiem pomysłów na opiekę nad osobami z niepełnosprawnością.

Naprzeciwko tego systemu stanęli rodzice Grzegorza. Gdzie system okazywał swoją słabość, tam oni swoim uporem udowadniali, że jednak się da.

Podstawówka w Krakowie, gimnazjum w Laskach pod Warszawą

Oprócz ośrodka z Zakopanem, Grzegorz uczył się także w szkole z oddziałem dla głucho-niewidomych w Bydgoszczy. Stamtąd trafił do szkoły podstawowej dla niedowidzących na Tynieckiej w Krakowie.

Był to również czas, gdy Grzegorz Płonka zdobywał pierwsze muzyczne szlify. Uczęszczał do ogniska muzycznego, a wracając do domu rodzinnego pracował z Jerzym Gruszczyńskim.

Uczył mnie, czym jest rytm, akordy, interwały. Opracował specjalne opisowe plansze, które bardzo ułatwiały mi naukę. Niebawem zacząłem tworzyć własne kompozycje. Na początku szóstej klasy zapytałem nauczycielkę, kiedy będą egzaminy do średniej szkoły muzycznej. Powiedziała, że rozmawiała z dyrektorką szkoły i mają wątpliwości, bo mam małą wiedzę ogólną – opowiadał w reportażu Gazety Wyborczej.

Podstawówkę skończył w 2006 roku. Stamtąd trafił do specjalnego gimnazjum dla niedowidzących w Laskach pod Warszawą.

“System edukacji właściwie go wypluł”

Grzegorz Płonka nie wspomina tego czasu najlepiej. Gdy skończył gimnazjum, miał już 20 lat.

System edukacji właściwie go wypluł – wspominają rodzice. Swoją ścieżkę dwudziestoletni Grzegorz odnalazł dzięki Ewie Krawczyk, założycielce fundacji Pomóż Innym. Grał koncerty, ćwiczył, zyskał w żaglach wiatr, który napędził go do jeszcze cięższej pracy.

– Znaleźliśmy dla niego szkołę muzyczną w Jabłonce. To szkoła prywatna. Bo żadna szkoła państwowa go nie chciała. On o tym wie, my zawsze mówimy mu prawdę. Grzegorz czuje, gdy traktuje się go inaczej. Jest niezwykle uparty i zawzięty, chce grać tak dobrze jak zawodowi muzycy – wspominają jego bliscy.

Grzegorz Płonka: Beethoven z Murzasichla, Nikifor fortepianu

Grzegorz Płonka, pianista, słyszę światło ksieżyca, niepełnosprawność, człowiek bez barier
W 2016 roku Grzegrz Płonka uzyskał tytuł Człowieka bez Barier, przyznawanego przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji

Z fortepianem był zaznajomiony od dzieciństwa. Po zmarłej w wypadku mamie – pianistce, odziedziczył fortepian. Grzegorz nie słyszał mowy, ale dźwięk fortepianu i inne niskie dźwięki – owszem.
Braki w wiedzy, niedosłuch, kłopoty z komunikacją na poziomie mowy, gramatyki, kłopoty natury społecznej spowodowane tym, co działo się w pierwszych latach jego życia, z pozoru zamykały mu drogę do muzycznego światka. Tymczasem, jak napisano o Grzegorzu Płonce, uzasadniając jego obecność na “Liście mocy”, zawierającej nazwiska 100 wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością (przygotowanej przez Fundację Integracja):

– Stał się więc Nikiforem fortepianu – nauczył się nut, strojenia, wreszcie gry. Latem 2015 r., podczas I Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy”, wykonał sonatę Księżycową – jak orzekło jury –„lepiej niż zrobiłby to sam Beethoven”, a publiczność zgotowała mu kilkuminutową owację.

Muzyka oczyma Grzegorza Płonki

Zdaniem Grzegorza Płonki kluczem do muzyki nie jest nie tylko sprawność techniczna, ale umiejętność nadania utworowi niepowtarzalnego wyrazu, właściwa interpretacja.

– Bez wyrazu, bez dynamiki to nie jest muzyka. Trzeba do tego włożyć serce – mówi w wywiadzie, który przeprowadzała z nim w 2019 roku Agnieszka Ponikiewska.

– Trzeba tak wybrać interpretację, żeby utwór pięknie wybrzmiał od początku do końca. Utwór jest opowieścią – dodał.

Gdy wszczepiono mu implant, nauczył się Sonaty Księżycowej Beethovena. Zaczął również komponować.

– Siadam do klawiatury i gram. Nagrywam to. Czasami coś z tego wychodzi, a czasami nie. Różnie bywa. Wszystko zależy od tego, czy mam w głowie jakiś temat. (…) Improwizacje czasami wychodzą pięknie, ale problem polega na tym, że trzeba je umieć potem zapisać w nutach – opowiadał w tym samym wywiadzie.

W 2016 roku uzyskał tytuł Człowieka bez Barier, przyznawanego przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji.

Grzegorz Płonka “Słyszę światło księżyca”

Jego marzeniem było nagranie własnej płyty. Jakiś czas temu to marzenie udało się zrealizować. Przyczyniło się do tego wsparcie IFiPS – Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach. Na płycie “Słyszę światło księżyca” znalazły się autorskie kompozycje Grzegorza Płonki oraz utwory, które skomponowali znani kompozytorzy Claude Debussy, Eric Satie, Robert Schumann, Ludwig van Beethoven.

Jak brzmi Sonata Księżycowa w interpretacji Grzegorza Płonki?

Źródła:
  1.  https://wyborcza.pl/1,75410,19058572,grzegorz-plonka-niepelnosprawny-geniusz-z-murzasichla-zagral.html
  2. http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/428225
  3. https://pl.aleteia.org/2018/11/24/beethoven-z-murzasichla-opowiesc-o-grzegorzu-plonce-niepelnosprawnym-genialnym-pianiscie/
  4. Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji – Człowiek bez barier 2016
  5. Lista Mocy. 100 wpływowych Polek i Polaków z Niepełnosprawnością

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Cię zainteresował, to bądź na bieżąco i dołącz do grona obserwujących nasze profile społecznościowe. Obserwuj Facebook, Obserwuj Instagram.