– Jeśli chory czeka przez dwa lata na diagnostykę, my tracimy najlepszy czas na to, żeby zahamować rozwój choroby – mówił dla MedExpress TV o problemach w leczeniu SM i sytuacji neurologii w Polsce prof. Jarosław Sławek, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Jaka jest aktualna sytuacja chorych na stwardnienie rozsiane?

Zdaniem profesora Jarosława Sławka finansowanie programów lekowych w stwardnieniu rozsianym na przestrzeni ostatnich lat poprawiło się.

Kolejki w wielu województwach zniknęły lub zrobiły się niewielkie – wymieniał profesor, wyraźnie jednak zaznaczając, że ma na myśli finansowanie leków używanych w terapii, a nie personelu, który programy lekowe obsługuje. Czy to znaczy że jest dobrze? Nie. Zdecydowanie do zrobienia jest wiele.

Niskie finansowanie obsługi programów lekowych

W ślad za niskim finansowaniem idzie – co oczywiste – niewielkie zainteresowanie prezesów spółek i dyrektorów szpitali prowadzeniem obsługi pacjentów chorujących na stwardnienie rozsiane.

– Programy lekowe angażują lekarzy, a rekompensata dla szpitala jest stosunkowo niewielka. Zatem musi się zmienić finansowanie obsługi programów lekowych. Ta praca nie może być tak nisko wyceniana – argumentował profesor Jarosław Sławek.

Dostęp do neurologa i diagnostyki

Jego zdaniem niskie finansowanie obsługi programów lekowych w stwardnieniu rozsianym rodzi szereg konsekwencji. Choćby słabszy dostęp pacjentów do diagnostyki, kontaktu z lekarzem itp.

– Tych lekarzy jest niewielu. Mają wielu pacjentów. Są ośrodki, gdzie 400-500 chorych jest obsługiwanych przez dwóch – trzech lekarzy. W takich okolicznościach nie mają oni czasu na rozmowy i wnikliwe przyglądanie się pacjentowi, czego pacjenci bezwzględnie potrzebują – tłumaczył profesor.

Szczególnie, że w terapii stwardnienia rozsianego używa się aktualnie kilkunastu leków i dobór odpowiednich wymaga czasu, rozmowy z pacjentem, omówienia działań niepożądanych, wzięcia pod uwagę preferencji pacjenta, itp.

Ale na to wszystko nie ma czasu – podsumował prof. Jarosław Sławek.

Włączenie leczenia po kilkunastu tygodniach a nie dwóch latach

Jeśli brakuje neurologów, chorzy na stwardnienie rozsiane dłużej czekają na wizytę. Dłużej czekają na diagnostykę. Wreszcie dłużej czekają na włączenie do leczenia. Dlaczego to problem?

– Leczenie rzutów w pierwszym okresie choroby jest bardzo ważne. Jeśli chory czeka dwa lata to my tracimy najlepszy czas na to, żeby zahamować rozwój choroby – podsumował prof. Jarosław Sławek.

Neurologię również dotyka brak lekarzy

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że najlepiej by było, gdyby do leczenia chory na stwardnienie rozsiane został włączony mniej więcej kilkanaście tygodni od pierwszych podejrzeń wystąpienia choroby, a w Polsce włączenie  może trwać nawet dwa lata, gołym okiem widać, że jest co poprawiać. Sęk w tym że lekarzy – nie tylko neurologów – brakuje, a ci którzy pracują – starzeją się. Statystyczny polski neurolog jest po pięćdziesiątce. Podobnie jak pielęgniarka neurologiczna.

W Polsce jest najmniej lekarzy w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców (w całej Europie). – To problem wieloletnich zaniedbań – niemyślenia o kadrach – podsumował prof. Jarosław Sławek.

Źródła:

1. Prof. Jarosław Sławek dla MedExpress TV: https://www.youtube.com/watch?v=k48lMNrCPqc

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Cię zainteresował, to bądź na bieżąco i dołącz do grona obserwujących nasze profile społecznościowe. Obserwuj Facebook, Obserwuj Instagram.