Czasami pacjenci wzbraniają się przed podjęciem terapii respiratorem. Czy jest się czego bać? Strach przed leczeniem respiratorem  jest nieuzasadniony. Obalamy pięć najczęściej pojawiających się mitów dotyczących leczenia domowym respiratorem. 

Niektóre schorzenia postępują latami. Stopniowo, z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc i roku na rok chory zauważa, że staje się coraz słabszy. I coraz trudniej mu kompensować deficyty, które powoduje choroba. Obniżająca się sprawność powoduje konieczność posiłkowania się specjalistycznym sprzętem. Na przykład jeśli chory ma kłopoty z chodzeniem, zaczyna korzystać z kul, balkonika, wózka, itp. Co jednak zrobić, gdy z coraz większym trudem przychodzi walka o każdy kolejny oddech?

Gdy narasta niewydolność oddechowa

W przebiegu niektórych chorób, na przykład tych, które zaburzają pracę mięśni i nerwów, w miarę ich postępu chory może czuć duszności, może mu się trudniej “łapać oddech”. W końcu przyzwyczaja się do zadyszki z byle powodu, do zmęczenia z którym się budzi i bólu głowy, który towarzyszy mu co rano.

Tymczasem mogą to być objawy przewlekłej, narastającej w czasie niewydolności oddechowej. Czy w takiej sytuacji chory musi przywyknąć do kolejnych ograniczeń i dostosować do nich swoją aktywność życiową? Niekoniecznie.

Z hipowentylacją współczesna medycyna potrafi skutecznie walczyć. Do tego właśnie służą respiratory. Leczenie respiratorem – niegdyś zarezerwowane dla szpitalnych oddziałów intensywnej terapii – już od ponad 20 lat dostępne jest w domach pacjentów.

Czy jest się czego obawiać? Zdecydowanie nie. Poniżej odkłamujemy 5 najczęściej pojawiających się mitów dotyczących leczenia respiratorem.

1. “Respirator przykuje mnie do łóżka”

To pierwsze skojarzenie, jakie mają z respiratorem osoby, które znają te urządzenia z filmów, których akcja toczy się na OIOM-ach. Najczęściej amerykańskich. Tymczasem prawda jest zdecydowanie mniej spektakularna. Respirator domowy to nie jest wielka szpitalna szafa, a niewielka skrzyneczka wyposażona w baterie, więc o przykuciu do łóżka – jeśli to nie jest konieczne z innych powodów –  nie ma mowy.

2. “Zrobią mi dziurę w krtani i nie będę mógł mówić”

Wybór metody wentylacji, czyli tego, czy chory przejdzie zabieg tracheostomii, czy wystarczy mu maska jest uzależniony od stanu chorego. Tę decyzję zawsze podejmuje lekarz. Wiele osób korzysta z respiratorów przez specjalne maski. Oddychają w ten sposób przez część doby. Lekarz wskazuje jak długie powinny być sesje oddychania wspomaganego działaniem respiratora.

Tracheostomię rozważa się wówczas, gdy terapia respiratorem, by przynosiła efekt, trwać musi kilkanaście i więcej godzin na dobę. Zresztą wiele osób po tracheostomii nie traci zdolności mówienia. Są techniki, które pozwalają się skutecznie komunikować mimo zabiegu tracheostomii.

Czytaj także: Sposoby mówienia z rurką tracheostomijną – moja historia

3. “Przez te rury/dźwięki/uciskającą twarz maskę nie będę mógł/mogła spać”

Stosowane w domowym leczeniu respiratorem urządzenia są raczej ciche. Rzeczywiście, wydają charakterystyczny dźwięk, ale można się do niego przyzwyczaić. Alarmy natomiast włączają się wówczas, gdy jest taka konieczność. Mitem jest też uciskanie twarzy maską. Dostępne na rynku maski do respiratorów są wyścielone specjalnym miękkim silikonem, który z jednej strony minimalizuje dyskomfort, z drugiej powoduje, że nawet przy niewielkim dociśnięciu do skóry twarzy, maski zachowują szczelność. Nie trzeba więc mocno dociskać pasków.

4. “Z tym urządzeniem nigdzie już nie wyjdę”

To mit. Respirator ma wielkość niewielkiej skrzyneczki, z powodzeniem mieszczącej się w plecaku.  Respiratory są wyposażone w baterie, które pozwalają na pracę urządzenia przez dłuższy czas (nawet do około 12 godzin). Zatem jeśli nie ma innych przeciwwskazań, chory jest mobilny.

5. “Już nigdy nie będę oddychać samodzielnie”

W przypadku chorób postępujących – respirator włączony do terapii może już choremu towarzyszyć na stałe. W przypadku niektórych chorych zdarza się jednak i tak, że z czasem sesje z respiratorem mogą być coraz krótsze, a chory w perspektywie czasu zyskuje coraz większą samodzielność oddechową. Aż do całkowitego uniezależnienia od urządzenia. Wszystko zależy więc od konkretnego przypadku.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Cię zainteresował, to bądź na bieżąco i dołącz do grona obserwujących nasze profile społecznościowe. Obserwuj Facebook, Obserwuj Instagram.