Słaby, niewydolny kaszel to bardzo niepokojący sygnał, który towarzyszy wielu schorzeniom, między innymi chorobom nerwowo-mięśniowym. Jak ocenić czy kaszel u chorego jest wydolny, a także jak go wspomagać opowiedział pulmonolog dr Jacek Nasiłowski podczas jednej ze swoich prezentacji.

– To bardzo proste. Wystarczy pikflometr i maska, która jest dołączona do każdego worka AMBU. Przykładamy taką maskę pacjentowi. Maskę podłącza się do pikflometru. Następnie prosimy, żeby pacjent jak najmocniej zakasłał. To taki nasz pomiar przepływu wydechowego – tłumaczył niedawno dr Jacek Nasiłowski.

Wyniki badania pikflometrem

  • Jeżeli uzyskaliśmy wynik powyżej 270 l/min. nie ma powodów do obaw. – Ten chory ma skuteczny kaszel. Nie zajmujemy się wtedy wspomaganiem jego odkrztuszania, bo on sam świetnie to robi – tłumaczył dr Nasiłowski.
  • Jeżeli wynik mieści się w granicach 160 – 270 l/min., możemy podejrzewać, że kaszel może być nieefektywny. – Zwłaszcza wówczas, gdy pojawi się infekcja. W takiej sytuacji konieczne będzie zastosowanie technik wspomaganie kaszlu – ocenił.
  • Jeśli w stanie stabilnym chory osiąga wynik poniżej 160 l/min. to oznacza, że jego kaszel jest nieefektywny i musimy go wspomagać, żeby nie dochodziło do nawracających infekcji.

Kilka słów o technikach wspomagania kaszlu

W największym uproszczeniu, kaszel pacjenta można wspomóc dwojako: poprawiać wdech i poprawiać wydech pacjenta. Na zamknięcie głośni nie mamy wpływu.

Techniki zwiększające objętość oddechową

  • Oddychanie językowo-gardłowe (obrazowo nazwane “oddychaniem żaby”) – język służy jako tłok, który wpycha powietrze znajdujące się w jamie ustnej do płuc. Ta technika jest bardzo efektywna. Z każdym ruchem języka około 50 ml powietrza jest dopychana do jamy klatki piersiowej, do płuc. Objętość oddechowa zebrana w płucach jest więc większa. – Ta metoda jest zupełnie bezkosztowa. Każdy pacjent może to zrobić. Powinien być po prostu tego nauczony. W konsekwencji oddychania językowo-gardłowego, przepływ kaszlowy się zwiększa – ocenia dr Jacek Nasiłowski.
  • Druga technika polega na układaniu powietrza (ang. breath stacking) w płucach z użyciem jakiegoś urządzenia zewnętrznego, na przykład worka AMBU, wyposażonego w zastawkę jednokierunkową powodującą, że powietrze wtłoczone do płuc nie będzie z nich uchodziło. Po każdym naciśnięciu worka AMBU, pacjent musi zamknąć głośnię, żeby powietrze od razu nie uszło z jego dróg oddechowych. 3-4 takie naciśnięcia worka AMBU powodują „napompowanie” klatki piersiowej. Wówczas pacjent kaszle. – Kaszel jest wtedy dużo skuteczniejszy niż bez tego zabiegu. Pacjent może to robić również sam. Wszystko oczywiście zależy od jego sprawności – tłumaczył dr Jacek Nasiłowski.

Tej techniki używa się również z towarzyszeniem respiratora. Trzeba go ustawić w tryb objętościowy. To znaczy tak, by zadawał pewną objętość powietrza, którą pacjent musi wciągnąć do płuc. Po 2-3 takich oddechach powinien nastąpić kaszel.

Techniki zwiększające przepływ wydechowy

  • Techniki manualne – wymagają obecności osób drugich. Samodzielnie pacjent nie będzie w stanie ich wykonać.  Polegają na ucisku na klatkę piersiową, pchnięciu brzusznym albo zastosowaniu obu tych metod. Wymienione techniki manualne wykonujemy w czasie wydechu chorego, wspomagając naturalne ruchy klatki piersiowej. – Zastosowanie tych technik powoduje, że powietrze, które wychodzi z klatki piersiowej ma dużo większą prędkość i kaszel staje się skuteczniejszy. Są dowody naukowe na to, że te manewry poprawiają nam szczytowy przepływ kaszlowy – mówił dr Jacek Nasiłowski.
  • Koflator – urządzenie zwiększające objętość oddechową oraz przepływ wydechowy. Gdy pacjent robi wdech, aparat tłoczy powietrze do ust, żeby zwiększyć objętość oddechową. Czyli zadajemy dodatnie ciśnienie wdechowe. Wtłaczamy pacjentowi powietrze do płuc, klatka piersiowa jest „napompowana”, a potem gwałtownie z tego dodatniego ciśnienia urządzenie przechodzi na ciśnienie ujemne – zaczyna wysysać powietrze z wydzieliną z płuc.

– W Polsce techniki wspomagania kaszlu są mało rozwinięte, co prawdopodobnie wynika z tego, że najczęściej nasi chorzy są dosyć wcześnie zaopatrywani w tracheostomię, co wynika z braku odpowiedniej opieki nad tymi chorymi. Więc nie ma potrzeby szkolić się w takich metodach, jeśli możemy włożyć cewnik do tracheostomii i odessać wydzielinę – ocenił dr Jacek Nasiłowski.

Ta ocena budzi jednak pewne kontrowersje wśród specjalistów związanych z ośrodkami wentylacji domowej, na co dzień doglądającymi pacjentów z chorobami nerwowo-mięśniowymi.

Owszem, opisanych technik wspomagania kaszlu w tej grupie chorych nie stosuje się powszechnie. Wynika to z różnych przyczyn. Nie uważam aby dominującą przyczyną było wczesne zaopatrywanie w rurkę – oceniła jeden z nich.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Cię zainteresował, to bądź na bieżąco i dołącz do grona obserwujących nasze profile społecznościowe. Obserwuj Facebook, Obserwuj Instagram.