No i zaczęło się! 29 czerwca Monika Spisak i Łukasz Krusz z Big Heart Bike zainaugurowali dwumiesięczną podróż rowerową – Pamir 2019. Ruszyli z Aktau w szerokie stepy Kazachstanu. Dziś planują przekroczyć granicę z Uzbekistanem.

Big Heart Bike wyruszyli z Aktau

– Jesteśmy tutaj! Ogromne przestrzenie, stepy, pasące się wielbłądy – to nie daje wątpliwości, że znaleźliśmy się w innym świecie. Jesteśmy tutaj! Nad tym samym morzem, do którego dojechaliśmy z Katowic w ubiegłym roku, nad Morzem Kaspijskim. Deszcz!! Od pół roku tutaj nie padało! A tu proszę – my przyjeżdżamy… i mamy ulewę i ochłodzenie (20°C mniej niż wczoraj). Jutro już nie będzie tak fajnie, więc cieszymy się każdą kroplą deszczu – napisali w swojej pierwszej relacji z podróży.

Jak spędzili pierwsze chwile po wylądowaniu w Kazachstanie? – Generalnie, plan był taki, że zatrzymujemy się gdzieś w Aktau, żeby trochę odpocząć po lotach. Więc pierwsze, co nam przyszło do głowy to wpisujemy w internety: parafia katolicka Aktau. I tak trafiliśmy na panią Grażynę z Polski (!), która opiekuje się tutejszym kościołem. Nie dość, że byliśmy na niedzielnej mszy świętej, poznaliśmy wspaniałych ludzi, zostaliśmy poczęstowani prawdziwym polskim obiadem, to jeszcze dostaliśmy całe mieszkanie do dyspozycji na najbliższą noc – relacjonują.

Mieli również okazję, by nieco poznać miasto. – Dziś zrobiliśmy chyba więcej km pieszo niż rowerem. A to zasługa Adama, który oprowadził nas po Aktau, opowiadając tyle faktów, że książkę można by napisać (już Łukasz nawet coś tam pisze). Jutro zapuszczamy się w stepy, które raczej przypominają pustynię – podsumowali.

Trzeci dzień  wyprawy Pamir 2019 –  Say Otes

Trzeciego dnia dojechali do Say-Otes. – Po krótkiej, burzowej nocy nastał krótki dzień rowerowy. Czuliśmy się jakbyśmy mieli turbodoładowanie albo jakieś e-bike’i. 40km/h bez żadnego wysiłku, bez oporu powietrza – relacjonowali.

– Tutaj nie mierzy się etapów w kilometrach, ale w umiejscowieniu wiosek na tym pustkowiu. A kolejna jest za jakieś 190 km, więc zdecydowaliśmy się zostać w Say-Otes, żeby uniknąć nocowania w stepie. Za to jutro celujemy w Bejneu. Będzie to ostatnia miejscowość w Kazachstanie, gdzie prawdopodobnie będziemy mieli zasięg – podsumowali Big Heart Bike.

Ostatni przystanek w Kazachstanie

Czwartego dnia, ostatniego który spędzili w Kazachstanie, Big Heart Bike – Monika Spisak i Łukasz Krusz – skorzystali z gościnności miejscowego muzeum. Jak do tego doszło? –  Wyobraź sobie: widzisz swój cel – miasteczko Bejneu – już 15 km wcześniej i ogarnia cię niemoc, gdyż wiatr nie pozwala ci jechać z normalną prędkością. Walczysz, żeby toczyć się metr po metrze w przód. W końcu się udaje! Dojeżdżasz do Bejneu. W nagrodę trafiasz do klimatyzowanej restauracji i dostajesz propozycję noclegu w muzeum znajdującym się naprzeciwko.
Tak, dokładnie tak! Śpimy w muzeum, a dokładniej we wnętrzu jurty kazachskiej.

Oczywiście gościnne są już te miejsca, w których są ludzie, bo generalnie, żeby tam dotrzeć, trzeba przebyć długą drogę przez stepy – relacjonował czwarty dzień wyprawy Łukasz Krusz.

Po drodze do Bejneu czekały na nich także atrakcje w postaci miejscowej fauny. – Kolejne egzotyczne zwierzątka pojawiły się na naszej drodze… Monika przejechała po jakimś wężu albo żmii (zupełnie przez przypadek), a Łukasz dopatrzył się skorpiona wędrującego po asfalcie. Oprócz tego oczywiście były standardowo: wielbłądy, konie i krowy.

Na komfort jazdy wpływał również silny wiatr.  – Na razie wiatry nam sprzyjają. Dziś wiało tak, że bez pedałowania jechaliśmy 30, 40 km/h. Za to, gdy wiało z boku, wiatr trochę nas zrzucał z rowerów, wtedy jedzie się 10-15 km/h – tłumaczy Monika.

big heart bike, pamir 2019, wyprawa rowerowa, kazachstan,
W cztery dni Monika Spisak i Łukasz Krusz przejechali około 500 km/ fot. Big Heart Bike

– Zazwyczaj pytania do Moniki, głównej nawigatorki, dotyczyły tego, czy mamy podjazdy, jak są strome, itp. Tym razem dotyczyły kierunku – czy droga będzie wiodła cały czas na wschód, czy będzie skręcała, bo wiadomo, że wtedy momentalnie zaczyna się smaganie wiatru – dodaje Łukasz.

Rowerzyści doświadczają również miejscowej pogody. Ponad czterdziestostopniowych upałów. – W godzinach południowych niemożliwe jest właściwe jechać. Rozłożyliśmy się więc w cieniu jakiegoś domu, sądziliśmy że jest opuszczony, a w pewnym momencie przyszedł do nas gospodarz i zaprosił na czaj – relacjonuje Łukasz. – Kazachowie to bardzo otwarci i pomocni ludzie. Przeczekaliśmy najgorętsze godziny dnia we wnętrzu domu – dodał.

Patron medialny Big Heart Bike

Po co ten trud?

Pedałujemy, codziennie walczymy z wiatrem, żeby zbierać pieniądze na wyprawę osób niepełnosprawnych ruchowo do Indii w 2020 roku – przypomina Łukasz Krusz.

Do wczoraj Big Heart Bike przejechali około 500 km. Dziś mają w planach przekroczenie granicy z Uzbekistanem. – Mam nadzieję że uda się to jeszcze przed południem – podsumowała Monika Spisak. Na razie idzie świetnie. Przed nimi jednak jeszcze około 4 500 km.

Zachęcamy do śledzenia tej niezwykłej podróży wraz z portalem medycznym leczeniewdomu.pl i wspólne trzymanie kciuków za jej uczestników. Przypominamy, że jej cel jest niezwykły. Wyprawa Pamir 2019 służy promocji i zbieraniu środków na zorganizowanie w przyszłym roku pionierskiej wyprawy dla osób z niepełnosprawnościami.